Czy 48 krajów praktykuje trolling sponsorowany przez państwo?


1 p9RgzvncGOyIjlMDnGZOUg

W ostatnich latach wyłonił się rodzaj struktury wyspecjalizowanej w tych manewrach: "farmy trolli". Wywiad został przeprowadzony 20 marca 2019 roku w ramach sympozjum "Demokracje w teście infoksów" organizowanego wspólnie przez INA i BNF. Jane Lytvynenko jest dziennikarką BuzzFeed News, wyjaśnia:

Co to jest "Farma Trolli"?

Jane Lytvynenko: Kiedy mówimy o sponsorowanych przez państwo farmach trolli, tak naprawdę mamy na myśli ludzi opłacanych przez państwa w celu szerzenia dezinformacji, aby wpływać na dyskurs publiczny i którzy wykorzystują Internet głównie do celów propagandowych. Są oni również znani jako cyberwojska.

Od jak dawna istnieją te farmy?

Jane Lytvynenko: Z tego, co wiemy, pierwsze farmy zaczęły działać w 2014 roku. Ale z czasem widzieliśmy, że pojawia się ich coraz więcej na całym świecie. Tak więc, na przykład, w 2017 roku Oxford Internet Institute naliczył 28 sponsorowanych przez państwo farm trolli na całym świecie. Jednak w raporcie uzupełniającym, opublikowanym w 2018 roku, stwierdziliśmy gwałtowny wzrost z 28 do 48 krajów, które angażują się w sponsorowany przez państwo trolling. Oznacza to, że problem ten nabiera coraz większego znaczenia i że zjawisko to jest najprawdopodobniej skuteczne.

Czy istnieją różne rodzaje "Farm Trolli"?

Jane Lytvynenko: Różne kraje w różny sposób podchodzą do propagandy internetowej. Najsłynniejszym przykładem jest oczywiście Rosja, ponieważ jej metody są najszersze. To naprawdę pionierzy w tej dziedzinie. Widzimy jednak, że niektóre ze sponsorowanych przez państwo farm trolli są kierowane do wewnątrz. Niektóre z nich próbują wpływać na opinię publiczną i szerzyć propagandę w bardziej bezpośredni sposób, podczas gdy inne próbują wzniecać gniew w związku z pewnymi kwestiami, przeciwko pewnym grupom etnicznym lub pewnym konfliktom. Tak więc Internet może być naprawdę bez końca wykorzystywany przez farmy trolli, tak jak my sami możemy wykorzystywać Internet na różne sposoby.

Dlaczego tak bardzo interesują nas te struktury?

Jane Lytvynenko: Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak dużo o nich mówimy, ale myślę, że krótka odpowiedź brzmi: bo to działa. Na przykład w 2014 roku widzieliśmy pierwsze oznaki aktywności Facebooka we wpływaniu na opinię w Myanmarze wobec muzułmanów Rohingya. W 2015 roku widzieliśmy, jak Rosjanie próbowali wpływać na opinię Ukrainy po rewolucji. A w 2016 r. sprawy naprawdę wymknęły się spod kontroli, gdy sponsorowane przez państwa obce farmy trolli wyeksportowały się na Zachód, przenosząc się do krajów demokratycznych i próbując wpłynąć na wyniki demokratycznych wyborów. Od tego momentu, po odkryciu tych kampanii, naprawdę zdaliśmy sobie sprawę, że to się dzieje na całym świecie: nie tylko lokalnie, ale międzynarodowo. I teraz do nas należy zadanie pytań: dlaczego to jest skuteczne? Jak to działa? I co możemy zrobić, aby ograniczyć wpływ tego typu kampanii?

Jak wytłumaczyć potęgę tych "farm trolli"?

Jane Lytvynenko: Zastanów się, w jaki sposób wchodzisz w interakcję z sieciami społecznościowymi - włączasz telefon, otwierasz stronę internetową i uzyskujesz dostęp do informacji. Na Instagramie jest to zdjęcie, na Twitterze - wiadomość, na Facebooku - post. Pytanie brzmi: jak wybierane są te obrazy? Skąd wiemy, co jest nam przedstawiane i kto nam to przedstawia? Tak naprawdę nie znamy odpowiedzi na to pytanie, ponieważ algorytmy stosowane przez portale społecznościowe nie są ujawniane. Wiemy, że są one dostosowane do naszych preferencji, ale wiemy również, że systemy te nie są przeznaczone do wiadomości: są one przeznaczone do dzielenia się zdjęciami dzieci lub zdjęciami swojego psa. W gruncie rzeczy mamy więc idealny koktajl do rozprzestrzeniania dezinformacji. Nie wiemy, dlaczego coś jest stawiane przed nami, ale generalnie mamy tendencję do reagowania, a nie badania, dlaczego widzimy to, co widzimy, lub czy informacja jest przedstawiona nam dokładnie.

Jako jednostki, moglibyśmy bardzo dobrze wykorzystać, powielać techniki "Farmy Trolli", nieprawdaż?

Jane Lytvynenko: Tak, to prawda. Myślę, że jedną z najciekawszych rzeczy w farmach trolli jest to, że grają one na naszych emocjach, ponieważ zmuszają nas do reakcji i fizycznej interakcji z Internetem. Tak więc, na przykład, wzbudzanie gniewu jest o wiele bardziej skuteczne niż prezentowanie sterylnego raportu na temat gospodarki czy zmian klimatycznych. I właśnie to czyni je tak skutecznymi, bo kiedy widzimy coś, co nas złości, chcemy krzyczeć, kłócić się, angażować się w jakiś sposób. To jest coś, co robimy jako jednostki. Trolle to rozumieją i używają tej samej techniki.

Czy te "Farmy Trolli" działają tylko na Facebooku?

Jane Lytvynenko: Powodem, dla którego tak dużo mówimy o Facebooku, jest to, że platforma ma podobno dwa miliardy użytkowników, czyli więcej ludzi niż jakikolwiek inny kraj na świecie. To ogromna publiczność. Ale oczywiście Facebook nie jest jedynym miejscem, gdzie te problemy występują. Wiemy na przykład, że algorytmy rekomendacji YouTube przyczyniają się do radykalizacji, nie tylko politycznej, ale także w takich dziedzinach jak antyszczepionkowcy. Twitter może być bardzo łatwo manipulowany poprzez wykorzystanie botów i propagandy za pomocą systemów komputerowych. Kanały takie jak Instagram i Snapchat są bardzo wizualne, a zatem bardzo trudne do zbadania przez naukowców, co oznacza, że niektóre z tych kwestii są trudne do wykrycia. Obserwujemy również wzrost dezinformacji w wiadomościach prywatnych, zjawisko obwiniane za wywoływanie przemocy w innych częściach świata. Dziennikarzom i badaczom jeszcze trudniej jest wykryć dezinformację w wiadomościach, ponieważ odbywa się ona w dyskusjach grupowych.

To, co się dzieje, to fakt, że ktoś, kogo lubisz lub komu ufasz, przekazuje coś Tobie, a Ty przekazujesz to komuś innemu. To jest dzielenie się, które staje się prywatne. Bardzo trudno jest nam zrozumieć skalę tego zjawiska, ponieważ dopóki nie jest się częścią tej grupy, nie można go dostrzec. Więc ten ekosystem działa, ponieważ każda platforma oferuje nowe i interesujące sposoby zagrożenia dla naszego środowiska informacyjnego.

Za co dokładnie odpowiedzialne są sieci społecznościowe?

Jane Lytvynenko: W sieciach społecznościowych powiedziałabym, że jednym z głównych obowiązków jest zidentyfikowanie złych aktorów, raczej proaktywnie niż reaktywnie, i próba usunięcia ich z sieci. W Stanach Zjednoczonych toczy się wielka debata na temat wolności słowa, ale wolność słowa nie musi oznaczać, że każdy ma prawo do rozpowszechniania swojego przekazu wśród tysiąca osób. Inną rzeczą, którą sieci społecznościowe mogłyby zrobić, ale tego nie robią, jest ujawnienie, jak działają ich algorytmy. Naukowcy z MIT odkryli coś, co nazywają "etykietą żywieniową" dla algorytmów. Byłoby to coś, co powiedziałoby nam, ile i jak dużo. Wiemy, że wiele z osób, które Facebook klasyfikuje politycznie jako lewicowe lub prawicowe, skrajnie lewicowe lub skrajnie prawicowe, w rzeczywistości nie zgadzają się z tym, jak Facebook je identyfikuje. Ale ponieważ nie wiemy, jak działa ta klasyfikacja, ponieważ tak naprawdę nie mamy sposobu, aby ją zmienić lub powiedzieć Facebookowi: "Hej, moje poglądy polityczne trochę się zmieniły, czy mógłbyś zrobić aktualizację?", nie mamy możliwości kontrolowania środowiska informacyjnego, w którym się znajdujemy.

Czy uważa Pan, że sytuacja może się zmienić na lepsze?

Jane Lytvynenko: Choć w Internecie pojawiają się negatywne zjawiska, czy to w postaci dezinformacji, czy też atakowania wrażliwych społeczności, sieć dała ludziom głos i umożliwiła wielu wcześniej ignorowanym społecznościom wyrażenie siebie. Myślę, że jesteśmy teraz w okresie przejściowym, w którym rozumiemy, że coś jest nie tak. Rozumiemy, że ta bestia, którą stworzyliśmy, musi zostać ujarzmiona. I myślę, że jeśli naprawdę potraktujemy to poważnie, jeśli regulatorzy, firmy technologiczne i indywidualni użytkownicy wezmą to bardzo poważnie i do serca, to tak, jestem optymistą. Ale jeśli zignorujemy problem i będziemy mieć nadzieję, że zniknie, lub jeśli indywidualnie zdecydujemy, że "nie, to mnie nie dotyczy, jestem inteligentny, nie daję się w to wciągnąć", wtedy ten problem będzie się utrzymywał i wpłynie na sposób funkcjonowania naszej demokracji.